Postępująca anarchizacja i niewydolność polskiego wymiaru sprawiedliwości odbija się przede wszystkim na zwykłych obywatelach. Czas oczekiwania na wyznaczenie składu orzekającego i pierwszą rozprawę może wynosić od kilku miesięcy do nawet kilku lat, a na prawomocne rozstrzygnięcie – kilkanaście lat. Z powodu opieszałości państwowych sądów, zniechęceni przedsiębiorcy i wielkie korporacje coraz częściej decydują się na sądownictwo arbitrażowe.
System sądownictwa istnieje po to, by rozstrzygać sprawy w akceptowalnym czasie, którego dzisiaj wyraźnie brakuje. Jak powiedział Agencji Informacyjnej FABRYKA NEWSÓW rektor Akademii Wymiaru Sprawiedliwości, dr Michał Sopiński, sprawiedliwość spóźniona o ponad dwadzieścia lat przestaje być sprawiedliwością. Z perspektywy nauki prawa i samych obywateli nie ma większego znaczenia medialny podział na tak zwanych “neosędziów” czy “paleosędziów”.
Opieszałość oraz nadmierna formalizacja sprawiają, że Polacy tracą poczucie, iż przestrzegane jest ich konstytucyjne prawo do sądu, określone w artykule 45. Jako dowód na ten stan rzeczy przywołano sprawę z zakresu prawa spadkowego, która ciągnie się od 2003 roku, czyli aż dwadzieścia trzy lata.
Przedsiębiorcy wybierają alternatywę
Zapaść w sądach powszechnych ma również bezpośrednie przełożenie na gospodarkę. Firmy i przedsiębiorcy, działający zarówno w Polsce, jak i na arenie międzynarodowej, zaczynają świadomie unikać państwowego sądownictwa. Dla wielkich korporacji standardem stały się już odpowiednie zapisy umowne, kierujące ewentualne spory do rozstrzygnięcia przez sąd arbitrażowy. Wielki biznes wyciąga racjonalne wnioski i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że polskie sądownictwo jest obecnie całkowicie niewydolne.

