Krajowy Plan Odbudowy nie jest w stanie zastąpić mechanizmów znanych z Polskiego Ładu. Zastąpienie bezzwrotnych dotacji systemem pożyczkowym sprawia, że samorządy, realizując inwestycje, błyskawicznie powiększają swoje zadłużenie. Narastająca biurokracja i rygorystyczne wymogi finansowe uderzają przede wszystkim w mniejsze miejscowości, które bez wsparcia państwa tracą szanse na zrównoważony rozwój.
To są dwa zupełnie nieporównywalne ze sobą programy inwestycyjne. Jak powiedział Agencji Informacyjnej FABRYKA NEWSÓW prezydent Otwocka, Jarosław Margielski, historyczną przewagą Polskiego Ładu były bezzwrotne dotacje, które pokrywały nawet do dziewięćdziesięciu ośmiu procent kosztów. Z kolei środki z KPO, mimo że nisko oprocentowane, wciąż pozostają pożyczką.
Oznacza to, że gmina pozyskująca kilkadziesiąt milionów złotych na nowe projekty musi wpisać tę kwotę w poczet swojego długu. W skali całego kraju rodzi to narastający problem drastycznego wzrostu zadłużenia wielu lokalnych budżetów.
Bariera biurokracji i widmo rozwarstwienia
Kolejną kluczową różnicą jest kwestia sprawozdawczości i elastyczności. Poprzedni system opierał się na pełnym zaufaniu, minimum biurokracji i cyfrowym obiegu dokumentów, co pozwalało na płynne finansowanie najpilniejszych, twardych inwestycji budowlanych. W przypadku środków unijnych z KPO, samorządy często muszą dostosowywać się do odgórnych naborów, inwestując w to, na co aktualnie dostępne są pieniądze, a nie w realne potrzeby mieszkańców. Dla wielu małych, wiejskich gmin bariera wkładu własnego i unijnych wymagań jest nie do przeskoczenia z uwagi na niewielkie nadwyżki operacyjne. Przedstawiciel samorządu alarmuje, że bez powrotu do sprawdzonych mechanizmów finansowych Polsce grozi niebezpieczne rozwarstwienie i rozwój w skrajnie różnym tempie.

